Wyścig za wyścigiem

Strade Bianche, Ronde van Drenthe, Drentse Acht van Westerveld, Trofeo Alfredo Binda
Każdy z tych wyścigów wyglądał inaczej w moim wykonaniu z różnych przyczyn, o których wcześniej nie chciałam pisać by się nie usprawiedliwiać ale jak to się mówi po rozwiązaniu problemów można już o nich mówić ale raczej pisać.
Strade Bianche uważam za bardzo dobrze pojechali wyścig co prawda 13 miejsce nie jest szczytem marzeń,  ale jedynie osoby, które widziały wyścig mogą ocenić moją jazdę. Walczyłam trochę poatakowałam i przede wszystkim jechałam na równi z czołówką światową 🙂
Ronde van Drenthe i Drentse Acht van Westerveld są już  wykreślona z mojej pamięci. bo tak jakbym nie jechała tych wyścigów ale tak na prawdę pojechałam je dosłownie jedną nogą bo niby już 3 tygodnie minęły od mojej belgijskiej kraksy a zaczęła właśnie ona negatywnie wpływać na moje zdrowie, ucisk krwiaka na nerw kulszowy trochę pokrzyżował mi plany. Przymusowe leczenie i fizjoterapia i trochę poluzowanie przez ostatni tydzień z rowerem postawiło przede mną parę znaków zapytania czy jechać Cittiglio???
12895322_1033178756742936_22790068_n
Po konsultacji z preparatore i kierownictwem ekipy i chyba 23 godzinach stretchingu na dobę wystartowałam. Ostatecznie 17 miejsce, przyznać się muszę , że trochę boli to, że  podczas decydującego ataku zabrakło mi 70m do czołówki i zawisłam między ucieczką a grupą zasadniczą. No cóż mam nadzieję że w Wielkanoc jak to się mówi we Włoszech to ja będę świąteczną pisanką na Gent – Wevelgem i już z mocną nogą, której wczoraj jeszcze nie czułam  🙂
Ppozdrawiam serdecznie